STRONA W PRZEBUDOWIE, ZAPRASZAMY JUŻ WKRÓTCE...
Ginekolog - podstawowe świadczenia
Praktyczny kurs USG dla przyszłych rodziców
Mechanizm porodowy
Podział metod antykoncepcji i ogólne kryteria wyboru metody
Wykład dla młodzieży szkół ponadgimnazjalnych
Siła aloesu
Zobacz pełną ofertę świadczeń
Strona główna » Edukacja » WULWODYNIA…

WULWODYNIA…

Data publikacji: 20-09-2018

List do kobiety z bólem.

W tym miejscu pragnę podziękować paniom dr n.med. Ewie BaszaK-Radomańskiej i Jowicie Krzyżanowskiej-Kupczak za wiedzę, której nie zawaham się użyć.

Witaj.

Jeśli jesteś kobietą z bagażem, na który składają się głównie ból okolic intymnych (stały lub często powracający), gruuuba teczka prawidłowych niczego nie wyjaśniających wyników badań i sterty wizytówek lekarzy, którzy nie potrafili Ci pomóc, to znaczy, że mój list jest do Ciebie.

Postanowiłam do Ciebie napisać, żeby ulżyć Ci w Twoim zagubieniu. Wskazać kierunek, w którym możesz udać się po skuteczną pomoc…
List będzie długi. Jeśli więc jesteś gotowa go przeczytać, przygotuj sobie gorącą herbatę (i tak ostygnie w trakcie) bo może jak mówią Anglicy gorąca herbata jest naprawdę dobra na wszystko  Usiądź wygodnie, postaraj się rozluźnić i nie myśleć o czekających na Ciebie obowiązkach. Są ważne, ale Ty także jesteś WAŻNA.

Zapytasz, dlaczego właśnie dzisiaj i gdzie byłam wcześniej? Cóż, zawsze jest jakieś „teraz” a wcześniej byłam „in the middle of nothing”. Dokładnie w środku polskiej niewiedzy o wulwodynii, częstego zaprzeczania istnieniu problemu i braku zainteresowania nim. Byłam tam zresztą w doborowym towarzystwie większości specjalistów.

Przepraszam, że dopiero teraz piszę, ale (co mnie zresztą nie usprawiedliwia) dopiero teraz mam cokolwiek do powiedzenia na ten trudny temat.

CZEŚĆ I. POZNAJCIE SIĘ.

Skoro już mamy za sobą wyjaśnienia to muszę Ci powiedzieć, że należysz do grupy kobiet nieprzeciętnych. Wulwodynia „atakuje” bowiem kobiety o specyficznych cechach, zdecydowanie wyróżniające się spośród innych. Wyróżniać się to znaczy znaleźć blisko jednego z przeciwstawnych biegunów. Może jesteś myszką o galopującym serduszku, pragnącą ukryć się w bezpiecznej norce, przepraszającą, że oddychasz, skupioną na zaspakajaniu potrzeb innych i wiecznie nie przekonaną o swojej wartości? Lub całkowicie przeciwnie, agresywną „business woman” przywykłą do wydawania poleceń i tylko swojemu ciału nie potrafisz skutecznie rozkazać?

To oczywiście uogólnienie, ale jest faktem, że te dwie życiowe postawy częściej łączą się z występowaniem wulwodynii.

Tak naprawdę nie potrafimy powiedzieć, dlaczego ONA się pojawia. Tak jak nie potrafimy ustalić rozpoznania wulwodynii na podstawie jednego badania. Jeśli złamiesz nogę prześwietlenie wykaże to w sposób 100 % pewny. Rozpoznanie wulwodynii możemy jednak postawić dopiero po wykluczeniu innych możliwych przyczyn dolegliwości. Zapytasz: Dlaczego? Ano dlatego, że jest cały szereg schorzeń w przebiegu, których może występować ból okolic intymnych a także dlatego, że Twoja choroba jest jak fałszywa przyjaciółka, złośliwa strojnisia. Nigdy nie wiadomo czym Cię zaskoczy.

Oczywiście jak większość zjawisk wulwodynia ma swoją definicję naukową przyjętą oficjalnie w 2003 roku przez International Society for the Study of Vulvovaginal Disease ISSVD (aczkolwiek w literaturze pojęcie to było stosowane już 15 lat wcześniej). Słowa vulva- srom i odyne-ból posłużyły do nazwania PRZETRWAŁEGO BÓLU SROMU (Persistant vulvar pain) czy inaczej PRZEWLEKŁEGO BÓLU ANOUROGENITALNEGO, SPOWODOWANEGO DYSFUNKCJĄ MIĘŚNI DNA MIEDNICY.

Musisz także wiedzieć i brać pod uwagę, że ból nie zawsze jest tym odczuciem, które powszechnie nazywamy” bólem”. Pieczenie a nawet swędzenie też są formami bólu i trzeba o tym pamiętać.

Zatrzymaj się przez chwilę i wyobraź sobie, że masz wystawić swojemu bólowi ocenę w skali od 1 do 10. Jedynkę, postawisz mu jak w szkole, gdy praktycznie nic nie robi i właściwie nie sprawdza się w działaniu. 10-tką „nagrodzisz” ból, który atakuje z całą mocą. Można powiedzieć CELUJĄCO. No i oczywiście masz do dyspozycji wszystkie oceny pośrednie. To ważne żebyś umiała ocenić natężenie bólu w różnych miejscach a także porównać jego siłę w bieżącej chwili i w przeszłości. Nie ma znaczenia, że będzie to Twoja własna subiektywna skala. Ważne, żeby była możliwie stała a Twoje oceny były możliwie powtarzalne. Czemu ma to służyć? Otóż: w trakcie rozmowy a następnie badania lekarz poprosi Cię o ocenę siły bólu właśnie w skali od 1 do 10.

Uzyskane od Ciebie informacje posłużą do postawienia rozpoznania a także do oceny postępów leczenia.

Nie bądź zdziwiona, gdy lekarz ginekolog będzie rozmawiał z Tobą na temat Twojego ogólnego stanu zdrowia, aktualnych i przebytych dolegliwości, funkcjonowania pęcherza moczowego, występowania wzdęć i rytmu wypróżnień i tym podobnych nieistotnych wg Ciebie dla ginekologa spraw. Nie obawiaj się szczerej rozmowy na temat relacji z partnerem i intymnego pożycia. Wulwodynia, aczkolwiek umiejscowiona w obszarach intymnych nie jest schorzeniem tylko „tych rejonów” a także często niestety prowadzi do choroby związku partnerskiego, poprzez utrudnienie lub uniemożliwienie harmonijnego współżycia.

Tak więc postaraj się być otwartym, dobrym partnerem dla lekarza w walce o Twoje zdrowie.

CZĘŚĆ II. CZY TO JEST JAKAŚ NOWOŚĆ?

Z pewnością chciałabyś wiedzieć czy Twoja choroba jest nowością. Bo, skoro została uznana w 2003 roku to może wcześniej nie występowała? Może to schorzenie ery wielkich korporacji i „wyścigu szczurów”? Może jest czymś niezwykle rzadkim i dlatego tak trudno o diagnostykę i leczenie nie tylko skuteczne, ale nawet rozsądne?

Źródła podają, że najstarszy znany opis dolegliwości bólowych sromu pochodzi z I w p.n.e. Literatura medyczna czasów nowożytnych zawiera opis przypadku wulwodynii określonej jako „przeczulica sromu” z 1874 roku. W późniejszym okresie ból sromu uważany był za dolegliwość o podłożu psychicznym, nie poczyniono żadnych znaczących kroków w zakresie jego diagnozowania i leczenia. Dopiero w roku 1975 r wspomniane ISSVD wprowadziło określenie „zespołu palącego sromu” a 2003 roku zdefiniowało pojęcie „wulwodynii”.

Na podstawie polskich realiów można odnieść mylne wrażanie, że wulwodynia jest zjawiskiem niszowym. Jednak amerykańskie statystyki podają, że problem ten dotyczy 5-16 % kobiet (wliczając w to dziewczynki). Polskie statystyki nie istnieją, być może dlatego, że w Polsce rozpoznanie wulwodynii ma miejsce sporadycznie. Oczywiście podkreślam, sporadyczne jest ROZPOZNANIE a nie ZACHOROWANIE. Myślę, że z wulwodynią jest trochę tak jak z nietrzymaniem moczu, który to problem do niedawna uważany był za tak wstydliwy, iż nie wypadało mówić o nim głośno. Ból okolic intymnych to tym bardziej intymna sprawa, kładąca dodatkowo cień na współżycie seksualne, o którym również mówić nie wypada. Tak więc, nie wiadomo, ile kobiet cierpi w milczeniu…Te, które zdecydują się zgłosić lekarzowi swój problem zbyt często spotykają się z niewiedzą…Taki całkiem zwykły lekarz-praktyk też człowiek i jeśli nikt go nie oświeci, nie zamieści w czasopiśmie medycznym informacji, że jest nowa choroba to niestety prochu nie wymyśli, nie ustali rozpoznania a tym bardziej nie zaordynuje skutecznego postępowania…Wiem, wiem, zarzucisz mi, że bronię siebie i swego środowiska. Ale weź proszę pod uwagę i taką możliwość, że wstydzę się swojego wcześniejszego braku wiedzy o wulwodynii i chcę Ci powiedzieć, że teraz już tą wiedzę mam i nie zawaham się jej użyć? :)

W moim odczuciu od zwykłej niewiedzy bardziej szkodliwa jest tylko ta połączona z brakiem dobrej woli. Zaskakujące jest bowiem, to, że w środowisku tak mało mówi się o wulwodynii, lekarze przejawiają znikome zainteresowanie tematem i nader często uważają, że skoro ból jest subiektywny, niewidoczny gołym okiem ani okiem uzbrojonym, skoro brak jest zmian w wymazach i posiewach, w badaniu USG, TK czy MRI to znaczy, że problem mieści się w głowie i pomóc może tylko psychiatra...

Biorąc jednak jeszcze raz pod uwagę statystyki amerykańskie a także zmiany jakości i tempa życia w Polsce, coraz większą ilość kobiet pracujących w korporacjach pod niesłychaną presją psychiczną, coraz gorsze relacje międzyludzkie, coraz trudniejszą pomimo różnych ułatwień i „pseudo ułatwień” codzienność, śmiem twierdzić, że skala problemu stanie się nawet w naszym kraju kroplą drążącą skałę braku zrozumienia.

Właśnie sobie uświadomiłam, że cały czas piszę do Ciebie jako do kobiety dorosłej…Może się jednak zdarzyć, że jesteś dziewczynką, może nie umiesz jeszcze czytać, może nie potrafisz sprecyzować swoich dolegliwości...Przecież i Ty możesz mieć swoje małe-wielkie problemy, które zaowocowały wystąpieniem wulwodynii. Miejmy nadzieję, że Twoja mądra mama zabierze Cię do lekarza, który zrozumie i udzieli Ci skutecznej pomocy.
„Zachorować na wulwodynię można w każdym wieku, niemniej częściej chorują kobiety młode, większość nie ukończyła 25 lat. Ponad 75%kobiet ma mniej niż 34 lata, chorują także dzieci” (dr Ewa Baszak-Radomańska)

CZĘŚĆ III. PANI DOKTOR, KONKRETY POPROSZĘ.

Tak, tak…Rozumiem, że domagasz się konkretów. Masz do tego prawo. Niemniej czy same konkrety mogą Ci wystarczyć? To byłoby jak kanapka podana na gazecie…Uśmiechnij się. Już tak długo czytasz, niech uśmiech będzie chwilką relaksu Teraz będzie trudniej dla nas obu, ponieważ ja muszę odmalować słowami a Ty wyobrazić sobie coś co jest zmienne jak chmury na niebie, czyli wulwodynię.
BÓL Definicja mówi o przetrwałym bólu. Powiesz- to KONKRET! A ja w tym miejscu przypomnę Ci jak wiele odcieni ma ból. Może być zatem piekący, palący, mrowiący, być uczuciem rozrywania czy też swędzenia. Może utrzymywać się na stałe bądź też pojawiać w związku z określonym sytuacjami, np. współżyciem, fazą cyklu, porą dnia, kontaktem z wodą. Niemniej niezależnie od tego jakiego bólu doświadczasz, jeśli dolegliwości pojawiły się przed trzema miesiącami lub wcześniej to możemy mówić o bólu przetrwałym. Jednak nadal nie jest to informacja wystarczająca dla rozpoznania wulwodynii.

Musisz pamiętać, że pierwszy etap ustalenia rozpoznania to wykluczenie, iż chorujesz na chorobę sromu przebiegającą z bólem i nie będącą wulwodynią.

Jak już wspomniałam istnieje cały szereg takich chorób i nie ma najmniejszego sensu żebyśmy się nimi zajmowały bardziej szczegółowo. Po prostu przyjmij do wiadomości, że Twój lekarz musi je wyeliminować, wykonując, jeśli będzie taka potrzeba badanie bakteriologiczne, wulwoskopię czy nawet biopsję sromu (badania te nie są jednak obowiązkowe ani nawet wskazane, jeśli lekarz nie stwierdza objawów uzasadniających je). Jeśli masz wyniki wcześniej wykonanych badań i wszystkie one są prawidłowe to znakomicie. Można już ukierunkować myślenie. OKOLICA, w której dolegliwości występują lub mają największe nasilenie jest różna, ale zawsze dotyczy strefy anourogenitalnej, czyli okolic: cewki moczowej, łechtaczki, wejścia do pochwy lub samej pochwy, krocza, odbytu. Miejsce największego bólu może być różne nie tylko u poszczególnych kobiet, ale może zmieniać się u tej samej kobiety bez istotnej, zauważalnej przyczyny. Tak więc, możesz doświadczać czasami świądu sromu bez upławów a czasami bólu przy współżyciu lub suchości pochwy…I będą to różne obrazy tego samego schorzenia. Teraz pewnie już rozumiesz moje porównanie do obrazów chmur :)

INNE WAŻNE OBJAWY, które mogą Ci się wydawać zupełnie nie związane z problemem ginekologicznym to np. dolegliwości ze strony pęcherza moczowego, nieregularny rytmem wypróżnień, ból pleców…Ważne jest żebyś w rozmowie z ginekologiem opowiedziała o wszystkich dolegliwościach, których doświadczasz. Lekarz sam oceni co z tego ma a co nie ma dla niego znaczenia. Mam nadzieję, że znajdę w tym liście odrobinę miejsca by Ci wytłumaczyć o co chodzi z tymi innymi dolegliwościami, ale na razie musimy zająć się nadal postępowaniem zmierzającym do ustalenia rozpoznania.
Czyli tak: po rozmowie z Tobą lekarz wie już, że może mieć uzasadnione podejrzenie wulwodynii. Przeprowadzi teraz badanie ginekologiczne zmierzające do oceny miejsc największego nasilenia bólu. Przy tym badaniu właśnie, będziesz proszona o ocenę bólu w skali od 1-10 a lekarz zapisze sobie, w którym miejscu i jak bardzo boli. W bardzo dużym uproszczeniu można powiedzieć, że jeśli ból jest najsilniejszy w okolicy cewki moczowej i przy bocznych ściankach pochwy to jest podstawą do ustalenia rozpoznania wulwodynii.

W tym momencie powinnaś zostać poinformowana o PRZYCZYNIE swojej CHOROBY.

Nie ma jednej przyczyny wulwodynii. OK 15 % przypadków to panie odczuwające ból bez jakiejkolwiek uchwytnej przy obecnym stanie wiedzy przyczyny (ból neuropatyczny), ok.2% to panie cierpiące z powodu zakażenia wirusem półpaśca, czy odczynowego zaplenia stawów i aż 83% cierpiących to panie u których stwierdza się PFMD…Co oznacza ten tajemniczy skrót? Otóż PFMD jest to dysfunkcja mięśniowo-powięziowa mięśni dna miednicy, czyli utrzymujące się na stałe zwiększone napięcie tych mięśni tak jakby pozostawały one w stałym w skurczu. Mięśnie dna miednicy zamykają miednicę od dołu, czyli zabezpieczają nas, żeby narządy znajdujące się w jamie brzusznej, w szczególności w miednicy małej nam się nie obniżały i nie wypadły. Gdyby tych mięśni nie było z pewnością mogłoby się tak stać Jak być może wiesz, człowiek posiada w swoim ciele mięśnie, których praca nie zależy od naszej woli i świadomości jak np. mięśnie jelit, naczyń czy serce a także takie, którymi możemy samodzielnie sterować jak np. mięśnie kończyn czy twarzy. Czasami, gdy dzieci robią „małpie miny” strofuje się je ostrzegając:” nie krzyw się, bo tak ci zostanie!”. Oczywiście w praktyce tak się nie dzieje, ale mięśnie mają tendencję do przyzwyczajania się do jakiegoś określonego stanu swojego napięcia, co w efekcie może spowodować, że ktoś ma np. wiecznie skwaszoną minę. Osoba z tendencją do narzekania, nawet wtedy, gdy nie jest szczególnie niezadowolona, ma taki wyraz twarzy, ponieważ jej mięsnie się do tego przyzwyczaiły i jest bardzo trudno świadomie zmusić je do zmian. Możesz spróbować. Skup się na mięśniach swojej twarzy, głowy, szyi. Jeśli poczujesz, że są ona twarde i napięte to spróbuj je rozluźnić. Trudno, prawda? Ale jaka ulga, jeśli się uda
PFMD to właśnie taki stan, kiedy twoje mięśnie dna miednicy pozostają w stanie permanentnego skurczu i nie możesz im kazać się rozluźnić (dotyczy to również pań cierpiących z powodu SM, u których zwiększone napięcie mięśni jest częścią obrazu choroby).

Czyli, niezależnie od tego jaki czynnik spowodował to przewlekłe napięcie mięśni, odczuwane dolegliwości są jego skutkiem. Przez ścianę mięśni dna miednicy przechodzą trzy drogi: cewka moczowa, pochwa oraz odbyt. Skoro mięśnie są nadmiernie napięte wywierają stały, zwiększony i niepotrzebny nacisk na te struktury. Ucisk na cewkę moczową powoduje przenoszenie bodźców na pęcherz moczowy. Staje się on podrażniony i „nadmiernie nerwowy”. W skutek tego możesz odczuwać:
- stały ból dołem brzucha w okolicy nadłonowej, będący bólem pęcherza moczowego. Ból ten zmienia się wraz z oddaniem moczu. Ponadto występują parcie na mocz, oddawanie moczu często, małymi porcjami. Brak jest zmian w tzw. ogólnym badaniu moczu a także w badaniu bakteriologicznym- posiewie.
- konieczność nagłego, natychmiastowego oddania moczu, gdy pęcherz reaguje nieadekwatnie silnym skurczem na niewielką ilość zgromadzonego w nim moczu, mówimy o „pęcherzu nadreaktywnym”
- objawy dyzuryczne np. ból przy oddawaniu moczu, pieczenie w cewce moczowej.

Z kolei stały ucisk na odbyt sygnalizuje jelitom, że oddanie stolca jest przeciwwskazane. Dlatego pojawiają się przewlekłe zaparcia a jako ich z kolei następstwo: żylaki odbytu a także szczelina odbytu, czyli pęknięcie skóry i śluzówki odbytu zlokalizowane w sposób typowy pośrodku, czyli bardziej obrazowo mówiąc na godzinie 12 lub 6 tej.

Zwiększone napięcie mięśni przyczynia się też do powstania zaburzeń ukrwienia w obrębie sromu. Wskutek niedotleniania mogą pojawić się ZMIANY NA SROMIE takie jak ogniska zbielenia, pęknięcia na skórze sromu, nawrotowe infekcje drożdżakowe.

W przebiegu wulwodynii dochodzi także do zmian w obrębie receptorów dotyku. Można powiedzieć, że receptory dotyku zmieniają się w receptory bólu i dlatego każdy bodziec normalnie zupełnie niewinny powoduje czasami bardzo nasilony ból.

Sądzę, że chciałabyś również dowiedzieć się jakie czynniki mogą predysponować kobietę do rozwoju wulwodynii. Jest ich dość sporo. Na zachorowanie na wulwodynię bardziej nasilone są panie u których w przeszłości wystąpił: uraz śródporodowy krocza, uraz bądź choroba kończyn lub bioder, przeciążenie mięśni dna miednicy nadmiernymi ćwiczeniami fizycznymi (za dużo brzuszków, zbyt intensywne ćwiczenia Kegla w profilaktyce nietrzymania moczu) ponieważ te czynniki mogą prowadzić do wystąpienia PFMD. Nie bez znaczenia jest też typ osobowości kobiety o czym już wcześniej pisałam. Ponadto czynniki psychospołeczne, depresja, stosowanie niektórych leków w sposób przewlekły, czynniki genetyczne (obserwowane występowanie rodzinne), przewlekle działające czynniki środowiskowe z przewlekłym stresem na pierwszym miejscu.

Uważam za istotne podkreślenie, iż wulwodynia nie jest spowodowana depresją, nie jest wynikiem molestowania seksualnego, gwałtu czy doświadczanej przemocy. Natomiast przewlekły stres jaki powodują te sytuacje przyczynia się bezpośrednio do wystąpienia wulwodynii.

CZĘŚĆ IV. DZIECKO Z WUWODYNIĄ

Jeśli nadal jesteś ze mną i czytasz to naprawdę jestem pełna uznania dla Ciebie. :) Zdaję sobie sprawę, że mój list jest nadzwyczaj dłuuuuugi. To jednak absolutnie nie moja wina, po prostu taka jest skala problemu…

A na dodatek uświadomiłam sobie właśnie, że cierpiącym z powodu wulwodynii dzieciom należy poświęcić specjalną uwagę :)

Jeśli więc jesteś dzieckiem skieruję teraz kilka słów do twojej mamy by mogła lepiej Cię zrozumieć i bardziej skutecznie Ci pomóc.

Jak to zwykle z dziećmi bywa bardziej niż ich skargi zawracają uwagę rodziców specyficzne zachowania dziecka bądź objawy. Tak samo jak dorosła osoba z wulwodynią dziecko odczuwa ból, swędzenie, kłucie, pieczenie czy „przeszkadzanie” w okolicach intymnych. Mogą mu towarzyszyć różnego rodzaju problemy z oddawaniem moczu (np. pieczenie przy oddawaniu moczu, trudności z rozpoczęciem oddawania moczu, moczenie się) a także dolegliwości ze strony odbytu (np. ból, świąd odbytu, szczelina odbytu, krwawienia z odbytu) także zaparcia i masturbacja. Dziecko młodsze będzie manifestować tylko zachowania sugerujące tego typu problemy, dziecko starsze będzie już umiało mniej czy bardziej dokładnie sprecyzować swoje odczucia i nie poprzestanie tylko na wiecznym poprawianiu majteczek, ale np. powie, że przeszkadza mu bielizna. Czyli dziecko z wulwodynią to na przykład takie, które nie pozwala się dotknąć w okolicy krocza w celu umycia czy posmarowania środkiem pielęgnacyjnym, wiecznie poprawia majteczki „wchodzące do pupy” czy wręcz protestuje przeciw ubraniu majteczek. Często budzi się w nocy narzekając na ból w okolicy narządów płciowych, odczuwa potrzebę oddania moczu, ale ma trudności z rozpoczęciem siusiania, skarży się na wieczne uczucie wilgoci po oddaniu moczu.

Cierpi również z powody zaparć. Przy zabawie „zapomina się” (tak naprawdę odczuwa NATYCHMIASTOWĄ potrzebę oddania moczu) i zanim dobiegnie do toalety moczy się… Często też rodzice dziecka są informowani np. przez przedszkole, że dziecko się masturbuje lub obserwują w domu takie praktyki. Bardzo istotne jest, żeby rodzice nie zaczynali w tym momencie od nakazów, zakazów i kar. Powinni wiedzieć i zrozumieć, iż takie zachowania dziecka są rozpaczliwym wołaniem o pomoc. Należy się zastanowić co takiego wydarzyło się w życiu małego człowieka co go przerasta i wywołuje tak wielkie napięcie. Z punktu widzenia dorosłego oprócz sytuacji ewidentnych np. odejścia ważnej dla dziecka osoby, najczęściej nie można powiedzieć, że coś się stało. W świecie dziecka wydarzenia mają jednak inną skalę. Być może rozpoczęło ono właśnie burzliwą karierę przedszkolaka albo zostało przeniesione na inne bardziej „dorosłe” łóżeczko, może mama podjęła pracę zawodową i powierzyła opiekę nad dzieckiem niani, może pojawiło się lub jest oczekiwane nowe dziecko w rodzinie. Dziecko nie musi manifestować niezadowolenia z dokonujących się zmian, ale podświadomie może odbierać je jako bardzo stresujące. Może też być osobą o ogromnych ambicjach, pragnącą wieść prym w każdej dziedzinie lub zwyczajnie nadwrażliwą… Natomiast rodzice powinni wiedzieć, że w tym momencie życia masturbacja nie ma podłoża seksualnego i nie jest ze strony dziecka zachowaniem „gorszącym”. Odczuwany orgazm służy wyłącznie (chociaż chwilowemu) zmniejszeniu napięcia mięśni sromu. Warto o tym pamiętać …z uwagi na dobro dziecka.

Rozpoznanie wulwodynii u dziecka oparte jest na rozmowie z rodzicami i o ile to możliwe z samym dzieckiem oraz na ocenie wyglądu sromu. W niektórych przypadkach wskazane jest badanie bakteriologiczne wymazu z przedsionka pochwy, ale nie jest to postępowanie konieczne.
Leczenie obejmuje zalecenia dotyczące codziennej pielęgnacji sromu oraz zastosowanie odpowiednio dobranych sterydów w postaci maści.

CZĘŚĆ V. ROZPOZNANIE I CO DALEJ?

Konkrety były trudne i nudne? To fakt. Ale w nagrodę za wytrwałość będziesz mogła poczytać teraz o leczeniu wulwodynii, czyli dowiesz się jakie kroki należy poczynić by raz na zawsze rozstać się z Twym niechcianym towarzyszem BÓLEM. Pewnie ucieszy Cię informacja, że pierwszy krok masz już za sobą. Ustalenie rozpoznania to bowiem pierwszy krok leczenia. Skoro wiemy z czym mamy do czynienia, wiemy też jaką zastosować strategię.
Muszę uprzedzić Cię na wstępie, że leczenie Twojej choroby będzie wymagało z Twojej strony wiele cierpliwości oraz aktywnej współpracy. Jeśli mi powiesz, że po tym czasie, kiedy byłaś sama ze swoim bólem nie masz już wcale cierpliwości nie zdziwię się, ale odpowiem, że wierzę w Ciebie. Sytuacja się zmieniła. Już nie walczysz z nieznanym, przerażona i samotna. Twój lekarz wyjaśnił Ci skąd biorą się poszczególne objawy, wiesz już, że

Twoja choroba nie jest śmiertelna i nie musisz się obawiać, że zostawisz swoich najbliższych…Wiedza, zrozumienie sytuacji zawsze dodaje nam sił i pozwala uzyskać przewagę.

Tak więc, ważne jest żebyś przyjęła do wiadomości, że leczenie jest zazwyczaj długie, obarczone ryzykiem niepowodzenia oraz nawrotów. Nie ma na to żadnej rady, przepisu, sposobu. Takie są po prostu fakty. Niemniej z doświadczenia wiem, że pacjentka uprzedzona o takiej możliwości w razie jakiegoś drobnego niepowodzenia nie czuje się tak jakby zawalił się świat, rozumie, że czasami trzeba zrobić krok w tył przed długim skokiem w dal.
NVA (National Vulvodynia Association) czyli towarzystwo naukowe zajmujące się badaniami nad wulwodynią podaje ok 30 sposobów leczenia tej choroby. Co w prosty sposób oznacza, że nie ma jednego skutecznego w każdym przypadku leczenia. Wynika to z naszej nieznajomości pierwotnej przyczyny wulwodynii, czyli przyczyny wywołującej te wszystkie objawy, o których napisałam. Z tego też powodu leczymy objawy i skupiamy się na zapobieganiu nawrotom. Postępowanie nasze jest kompleksowe i wielokierunkowe. Oprócz konsultacji specjalisty zalecana jest także fizjoterapia oraz terapia poznawczo-behawioralna.

Podstawowe zalecenia możesz otrzymać od swojego lekarza i dotyczą one tego co sama możesz robić. Po pierwsze obowiązuje zasada 2E. Eliminacja i emolienty. Eliminacja polega na wykluczeniu wszelkich czynników drażniących srom i okolicę odbytu. Powinnaś zaopatrzyć się w przewiewną, bawełnianą bieliznę w kolorze białym (czarne majteczki często działają drażniąco). Jeśli powiesz mi, że taka bielizna jest mało seksowna zapytam czy będąc zbolałą czujesz się seksownie Odradza się noszenie wkładek higienicznych (zwłaszcza perfumowanych). Powinnaś zwrócić uwagę na papier toaletowy, którego używasz. Powinien być miękki i bezzapachowy (szczególnie „niebezpieczny” jest papier rumiankowy). Do mycia wystarczy Ci czysta woda, tak więc zaoszczędzisz na płynach do higieny intymnej. Broń Boże nie kupuj astronomicznie drogich „specjalnych” płynów, ponieważ i tak nie pomogą, nie daj się naciągnąć na cudowny lek. Emolienty natomiast to środki zmiękczające i pielęgnujące skórę. Najlepsze dla Ciebie są w tej roli oleje jadalne. Dosłownie każdy olej jaki możesz spożyć możesz też użyć do pielęgnacji sromu, krocza i odbytu. Polecane są zwłaszcza olej kokosowy, migdałowy czy lniany, choć ten ostatni ma podobno intensywny zapach, który nie każdemu odpowiada. Powinnaś ponadto zrezygnować z aktywności fizycznej, która zwiększa napięcie mięśni krocza jak np. ćwiczenie „brzuszków” czy ćwiczenia Kegla.

Jeśli z bólem współistnieją u Ciebie jakieś zmiany miejscowe na skórze bądź śluzówce sromu i krocza to lekarz przepisze Ci odpowiednie leczenie miejscowe w postaci maści. Uważa się aktualnie, że ma sens także stosowanie niektórych leków doustnych zmniejszających nadwrażliwość receptorów oraz poprawę nastroju i redukcję napięcia. Paniom, u których lekarz stwierdza przetrwałe, nadmierne napięcie mięśni krocza zalecamy także siedzenie na piłce tenisowej przez 15 minut dziennie. Tak, naprawdę, to nie żarty – zwykła piłeczka do tenisa może odmienić Twoje życie. Super, prawda? Opisane leczenie prowadzi się przez 4-6 tygodni. Po tym czasie powinnaś zgłosić się do swojego lekarza na wizytę kontrolną. Jeśli uważasz, że dolegliwości ustępują można kontynuować terapię. Jeśli natomiast uważasz, że efekty leczenia nie są zadowalające a w trakcie badania lekarz stwierdzi, że redukcja bólu jest mniejsza niż 50 % należy kontynuować leczenie w specjalistycznym ośrodku leczenia wulwodynii lub w poradni leczenia bólu. Twój lekarz na pewno skieruje Cię do odpowiedniej jednostki.

Najogólniej rzecz ujmując panie z przewlekłym bólem sromu bez nadmiernego napięcia mięśni dna miednicy mogą uzyskać pomoc w Poradniach Leczenia Bólu. Natomiast paniom z utrzymującym się PFMD należy zaproponować kompleksową terapię w ośrodku leczenia wulwodynii. Terapia taka -znów mówiąc najogólniej- obejmuje:
- konsultację lekarza ginekologa w celu potwierdzenia diagnozy, kwalifikacji do leczenia, ustalenia planu leczenia. Szczególnie cenne są wizyty obojga partnerów, ponieważ Twój partner po odpowiednim „przeszkoleniu” może być bardzo pomocny w kontynuowaniu leczenia w warunkach domowych oraz w razie wystąpienia nawrotów
-terapię mięśniowo-powięziową (w zakresie dna miednicy) - masaże, fizjoterapię ogólną czy miejscową np. laserem niskoenergetycznym na srom, biofeedback
-terapię prowadzoną przez doświadczonego osteopatę
-terapię poznawczo-behawioralną, czyli psychoterapię i edukację pacjentki i partnera, nauczenie technik relaksacyjnych, ukierunkowanie wizualizacji itp.

„Terapia wulwodynii zakłada multidyscyplinarne podejście do pacjentki i jest to zgodne z obowiązującymi zaleceniami. Przy prawidłowej diagnostyce i różnicowaniu, skuteczność terapii jest wysoka i osiąga 80%, gdzie pacjentki deklarują ustąpienie dolegliwości lub znaczną poprawę. (dr Ewa Baszak-Radomańska).

Leczenie operacyjne w wulwodynii znajduje stosunkowo małe zastosowanie i nie przewyższa skutecznością leczenia zachowawczego a jest obarczone możliwością powikłań. Należy wziąć pod uwagę, że usunięcie fragmentu tkanek niestety nie jest jednoznaczne z usunięciem istoty schorzenia.
REASUMUJĄC:

Występowanie wulwodynii jest faktem a nie mitem. Ustalenie rozpoznania nie wykracza poza ramy gabinetu lekarskiego, ponieważ nie wymaga wykonania wysoce specjalistycznych badań. Lekarz, który rozpoznaje u swojej pacjentki wulwodynię powinien rozpocząć terapię, ale w razie braku jej skuteczności ma obowiązek skierować pacjentkę do ośrodka specjalistycznego zajmującego się leczeniem bólu lub wulwodynią.
Nikt nie mówi, że będzie łatwo. Jak to w życiu, czasami po górkę czasami z górki, lecz już bez „bólu” bezradności ze strony lekarza i z coraz mniejszym bólem z Twojej strony.

Moja Droga. Serdecznie dziękuję Ci za przeczytanie mojego listu. Mam nadzieję, że moja praca ma sens i będzie on dla Ciebie pomocny. Sądzę, że teraz nam obu należy się zasłużony odpoczynek.:)

Monika Knapik-Rybka

Tekst na bazie informacji uzyskanych w ramach SZKOŁY WULWODYNII pod kierownictwem naukowym dr n. med. Ewy Baszak-Radomańskiej.

 

 

Powrót Na górę